text.skipToContent text.skipToNavigation
background-image

Bia?y murzyn von Balucki, Michal (eBook)

  • Verlag: Ktoczyta.pl
eBook (ePUB)
3,49 €
inkl. gesetzl. MwSt.
Sofort per Download lieferbar

Online verfügbar

Bia?y murzyn

Antoni, student medycyny, przyje?d?a na wakacje do rodzinnej miejscowo?ci. Ojciec przyjmuje go jednak do?? ch?odno, stale te? strofuje syna. Pewnego dnia Antoni przypadkiem ratuje w lesie hrabiank? Jadwig?. Ta nie okazuje ?adnej wdzi?czno?ci, traktuje go arogancko i z wy?szo?ci?. Mimo to Antoni zakochuje si? w dziedziczce. Kiedy dowiaduje si?, ?e jest ju? zar?czona, wpada w apati?. Tymczasem narzeczony Jadzi ginie w wypadku samochodowym. Jadwiga natomiast spodziewa si? dziecka. Aby broni? honoru rodziny, hrabia postanawia wyda? j? za Antoniego, a po przyj?ciu na ?wiat dziecka op?aci? rozwód. Pocz?tkowo Antoni odmawia. Zmienia zdanie, gdy Jadwiga próbuje pope?ni? samobójstwo. W ko?cu godzi si? na ma??e?stwo z dziedziczk?. Ta jednak przyjmuje jego szlachetno?? jako upokorzenie i stara si? go poni?y?. Antoni zapowiada jej, ?e nie zgodzi si? na rozwód, dopóki nie zrozumie, jak bardzo go skrzywdzi?a i nie zmieni si?. Wkrótce wyje?d?a do Warszawy, gdzie ko?czy studia z wyró?nieniem. Zostaje wybitnym pediatr?. Pewnego dnia w szpitalu, w którym pracuje, zjawia si? Jadwiga z synkiem dotkni?tym parali?em... ' Bia?y murzyn ' to lektura godna polecenia.

Produktinformationen

    Format: ePUB
    Kopierschutz: watermark
    Seitenzahl: 247
    Sprache: Polnisch
    ISBN: 9788379030255
    Verlag: Ktoczyta.pl
    Größe: 2391 kBytes
Weiterlesen weniger lesen

Bia?y murzyn

Rozdzial I

W miasteczku powiatowym, Okolu, miedzy godzina piata a szósta zabebniono na rynku.

Rynkiem nazywano tu plac kwadratowy, nierówny, wysypany w kilku miejscach kupami kamieni, miedzy którymi lezaly blotniste kaluze i smietniki z ostatniego jarmarku. Naokolo tego placu staly szeregi domków drewnianych, na kamiennych podmurowaniach, z podsieniami i staroswieckimi facjatkami, sposród których wyskakiwaly, na kilka lokci dlugie, drewniane rynny, wyrzucajace w czasie deszczu obfite strumienie wody w kaluze i doly. Posrodku rynku, obok figury swietego Jana Nepomucena, stal na wzniesieniu budynek, podobny do lamusa, który mial przedstawiac ratusz.

Z tego to budynku wyszedl policjant, w starym wypelznietym mundurze, który byl kiedys niebieskim, i stanawszy w jednym rogu rynku, uderzyl w beben. Odglos rozlegl sie wsród pustych scian rynku, mieszczanie bowiem zajeci byli w polu zbieraniem siana, i malo kto pozostal w miasteczku. Kilku tylko malych chlopców w spodenkach, zawieszonych na kawalkach krajek, kilka piastunek z nie umytymi, rozczochranymi bachorami zydowskimi i jakis stary rzemieslnik z zielona umbrelka otoczyli policjanta, który z uroczysta powaga, po dwukrotnym uderzeniu w beben, odezwal sie podniesionym glosem:

- Wszem wobec i kazdemu z osobna, wam, szlachetni rycerze, wysoka szlachto, postronni obywatele, mieszczanie, chlopi i inni ludzie, jako tez i wam ydzi, magistrat miasta czyni wiadomo, jako iz wczoraj na drodze miedzy majetnoscia jasnie wielmoznego pulkownika Jana Lipskiego, dziedzica Zarzecza z przyleglosciami, a miastem zgubiono pugilares z czerwonej skóry, ozdobiony bogatym haftem, w którym to pugilaresie oprócz róznych papierów, dokumentów i fotografii - znajdowalo sie szescset guldenów w banknotach austriackich. Laskawy znalazca zechce sie zglosic badz do tutejszego magistratu, badz do wyzej wyrazonego jasnie wielmoznego Jana Lipskiego, gdzie otrzyma nagrode w kwocie piecdziesieciu guldenów.

Odrecytowawszy jednostajnym glosem to ogloszenie, policjant przeszedl na drugi róg rynku i znowu uderzyl w beben. Ta sama publika, która on wedlug starej formuly tytulowal szlachetnymi rycerzami i wysoka szlachta, pociagnela tam za nim, z ta tylko róznica, ze zamiast starego rzemieslnika, który juz poszedl do domu, stanela jakas kucharka z zakasanymi i omaczonymi rekami i chlop, który z jajami zajechal byl wlasnie przed zydowski sklepik. Zreszta nikt wiecej nie pojawil sie na rynku. Nawet Icek Fajgeles, wlasciciel owego sklepiku, zatytulowanego na szyldzie handlem win i korzeni, nie raczyl pofatygowac sie dla wysluchania tego ogloszenia, a to nie przez brak ciekawosci, jeno ze Icek Fajgeles o wszystkich sprawach magistrackich mial wiadomosci z pierwszej reki, bo od samego burmistrza, który w chwilach wolnych od urzedowania, a takich mial bardzo wiele, rezydowal stale w handlu win i korzeni.

I teraz wlasnie tam sie znajdowal z panem poczmistrzem i ksiedzem wikarym, i gawedzil z nimi przy lampeczce wina. Tresc ogloszenia byla przedmiotem ich rozmowy. Dziwiono sie, ze taki dumny pan zdecydowal sie oglaszac zgube kilkuset guldenów. Burmistrz utrzymywal, ze o ile zna pulkownika, to wie, ze tego by nie zrobil, gdyby mu chodzilo tylko o pieniadze; ze w pugilaresie mial sie podobno znajdowac jakis wazny dokument familijny, a i pugilares sam mial dla pulkownika wartosc pamiatkowa, bo haft na nim byl roboty nieboszczki zony.

Ksiadz wikary takze byl tego zdania; tylko poczmistrz, który nie lubil pulkownika za jego lekcewazace traktowanie ludzi, przypuszczal, ze bieda zmusila go do zrobienia tego ogloszenia.

- Dawniej - mówil - bylby tego pewnie nie zrobil, ale teraz krucho z nim. Toz wszyscy wiemy, w jakich on interesach; dlugów po uszy!

- Mówia, ze stara tesciowa ma majatek - odezwal sie wikary.

- Ma, ale go nikt nie zobaczy, chyba po smierci. Stara sie boi grosza ruszyc, bo wie, ze i to poszloby na rózne fantazje panskie, jak cala fortuna, a fortun

Weiterlesen weniger lesen

Kundenbewertungen